uwielbiam. cieple wieczory i pachnace azjatyckim upalem poranki. i przechodzic obok pachnacych krzakow uwielbiam i powietrze po deszczu. i przed deszczem, jak tak blyszcza dachy dawno juz nie widzialam takich blyszczacych dachow. i jak do samochodu wwiewa mi krople deszczu i zielona trawe, jak mi szura pod klapkami uwielbiam. i chodzic w duzych okularach i jak jest tak goraco, ze nic mi sie nie chce. sniadania na tarasie i imprezy do rana, bo nie chce sie wracac do domu. zime tez lubie, ale jakos nie teraz...
skomentuj (0)
snila mi sie zielona trawa i staw. a nad stawem kilka drzew. wszystko wsrod lekkich pagorkow. bylo upalnie, przed chwila wyszlo slonce. zroszona trawa tak przyjemnie smerala stopy, a cieplo rozlewalo sie po karku. - kochanie, chodzmy pobiegac - powiedzialam. - nie, jeszcze nie teraz. zapomnialas? przeciez wiosna bedzie dopiero za miesiac - odparl. zaraz potem obudzil mnie zimny powiew na ramieniu z rozszczelnionego specjalnie okna. a on objal mnie i ogrzal reke. a za oknem przez noc rozpanoszyla sie sroga zima, oblodzila chodniki. slonce ledwo grzeje czolo, bo kark mocno otulam szalikiem, a psu sol wchodzi miedzy poduszki i gryzie.
skomentuj (0)
mowili ze tlok, brudno i komercja. a byla magia, morze chmur i nieprawdopodobne przezycie.
moment, kiedy wychodzi sie w srodku nocy i jak dziesiatkim setki innych - ma jeden cel. jak lampki na czolach zmarznietych, powiazanych ludzi ukladaja sie w choinke wzdluz grani. jak ludzie jak zolnierze maszeruja przez kilka godzin pod gore na granicy swoich mozliwosci. a potem jak rozblyska slonce miedzy szczytami, a na dole wiruje morze chmur. powoli wylaniaja sie inne gory i wypragniony schron, od ktorego jest juz tak blisko. i kiedy juz wiadomo, ze nie ma odwrotu i ten szczyt sie zdobedzie. od tego momentu plakalam z radosci az do konca. najpierw jak od 4 800 dzielilo nas pol kilometra, potem 300 metrów, 100 i juz tylko pojedyncze centymetry. wreszcie sens zaczelo miec przymarzanie do lodu przez kilka nocy, bladzenie przez szczeliny, wlazenie pod gore i zlazenie z gor. klotnie z ludzmi i gora pieniedzy, ktore poszly na przygotowania. jak rumowisko i tortury, ktore trzeba przejsc, zeby znalezc sie nad chmurami.
a jeszcze kilka dni z reka na sercu moglam powiedziec, ze wcale mi nie zalezy.
ale glupia bylam.
moze gdybym jakos niedawno byla na naglym zwolnieniu, to bym wiedziala. a tak zapomnialam juz, ze choroby sklaniaja do myslenia. zwlaszcza takie choroby, ktore nie bola, tylko kaza siedziec w domu. moze gdybym pamietala jak dzialaja te zwolnienia, to w ogole nie szlabym do lekarza. bo po co sie zastanawiac. a tak dopada mnie to czwarty dzien z rzedu, coraz mocniej. ze jak kot sie spieprzy z szafki, to smieje sie do pustych scian. jak pies mruczy przez sen, to nie mam komu tego powiedziec. nie mam z kim poklocic sie o film, ktory wlasnie bedziemy ogladac, ani komu wrzucic majtek do pralki. ani po co wlaczac zelazka, bo i tak nie chodze do pracy. ani nikt nie powie, ze pomidorowka sie udala, albo co by zjadl na sniadanie. wszystko takie tymczasowe i na chwile, a trwa od poltora roku. bez sensu troche
skomentuj (1)
coraz wiecej moich znajomych jest ode mnie mlodszych. nawet moj doradca nie moze byc o kilka lat starszym doswiadczonym facetem, tylko jest starszy o... marne 17 dni!
patrze sobie wieczorami na spod 130a, z naprzeciwka. jak robi sie ciemno, zaczynaja zapalac swiatla. potem gasza jedne i zapalaja nastepne. chodza po kuchniach, przygotowuja kolacje, zmywaja naczynia, prasuja. niektorzy szczelnie zaslaniaja rolety, inni pozwalaja widziec sie jak na patelni. dwa dni temu sasiad z szostego, ten strasznie podobny do takiego jednego, zdjal abazur. taka kulke z ikei. do dzis wisi sama zarowka. wczoraj ogladal ten sam film - tak samo zmienialo sie natezenie swiatla w pokoju.
lapie sie na tym, ze gdy wracam do domu po pracy, nie chce sie klasc spac, bo zaraz znow bedzie trzeba wstac i isc do fabryki. i im bardziej odwlekam ten moment pojscia spac, tym szybciej musze potem wstac. i znow codzienny kierat. i we wszystkim jest jakos tak polowicznie: jak kupilam zarowki, to teraz nie wiem, jak otworzyc lampe. jest tyle spraw do pokonczenia, kredyty, ksiegi wieczyste, rzeczy w mieszkaniu, glupi telewizor. dlaczego wszystko musze robic sama?
skomentuj (1)